Restauracja Sielanka – perełka wśród restauracji Beskidu Śląskiego

with Brak komentarzy
Zwiedzając w te wakacje Beskid Śląski, natrafiliśmy na prawdziwą perełkę wśród restauracji w tym regionie. Mowa o restauracji Sielanka położonej w Ustroniu, u podnóża góry Czantoria.
I wcale nie chodzi mi o to, że ten lokal dostał czapkę w żółtym przewodniku Gault&Millau Polska, choć jest to na pewno duże wyróżnienie i wyznacznik jakości.

Również nie dlatego tu przyszłam, że knajpka dysponuje własną, wspaniałą piwniczką zapełnioną winami z ponad pięćdziesięciu najważniejszych regionów świata. Jednak tak sobie myślę dla prawdziwych koneserów wina, taka piwniczka, to niemała gratka i zdecydowanie przyciąga bardziej wymagających klientów.

To, co mnie osobiście urzekło w sielance, to  piękny, zabytkowy budynek, ale i bajkowa altana umiejscowiona w dużym, zadbanym ogrodzie, w którym oprócz wypielęgnowanych roślin i oczka wodnego, właściciele pomyśleli o przestronnym placu zabaw dla dzieci na świeżym powietrzu i wypoczynku na łonie natury dla dorosłych.

Plac zabaw? Tak, właśnie tak. Lubimy takie miejsca gdyż, żeby docenić wspaniałą kuchnię serwowaną przez jakikolwiek lokal, to my, rodzice dwóch uroczych, lecz super aktywnych dziewczynek, musimy je przede wszystkim czymś zająć, aby sami móc spokojnie zająć się konsumpcją! I plac zabaw w ciepłe dni lub sala zabaw na chłodniejsze okazje, staje się powoli wyznacznikiem tego, czy w ogóle będzie dane nam cokolwiek zjeść.

Sielanka doskonale spełniła nasze wymagania, co do wyposażenia placu zabaw. Co my tutaj mamy?

Jest wysoki, drewniany domek ze zjeżdżalnią i dwiema huśtawkami, pod którym znajduje się piaskownica. Jest drugi niski, też drewniany domek do zabawy. Pomiędzy nimi opona do bujania zawieszona na drzewie. Dla młodszych maluchów przewidziano osobną, mniejszą ślizgawkę i huśtawkę typu pajęczyna.

Dorośli też mają coś z dzieci i chętnie się bujają, jeśli tylko da im się do tego odpowiednią okazję i sprzęt. A w Sielance, przed, pomiędzy i po posiłkach można sobie umilić czas na dwóch dużych huśtawkach lub na hamaku. Z huśtawek, umiejscowionych nieco z boku altany, mogą też dyskretnie skorzystać mamy karmiące piersią swoje maluchy. I o to chodzi! Brawo!

A więc niesamowity ogród i huśtawkowy plac zabaw zostały zachwalone. Zajmijmy się teraz tym, po co się naprawdę przychodzi do restauracji czyli jedzeniem. I tu czapki z głów dla szefa kuchni, Tomasza Krężeloka. Dania w karcie są różnorodne, w klimacie kuchni polskiej i europejskiej, wykwintnie podane. My postawiliśmy na ryby i wołowinę i byliśmy nieziemsko zadowoleni. Ciekawe propozycje w menu na 2016 rok, to wg. mnie filet z pstrąga w migdałach w sosie balsamicznym (32zł), stek z jelenia z żurawinami (54zł) czy antrykot z pieczonymi batatami (48zł), W menu nie mogło też zabraknąć regionalnej rolady śląskiej (28zł) czy kwaśnicy z wędzonym żebrem (14zł). Spokojnie, spokojnie, jest też zwykła pomidorowa (12zł) – Wasze dzieci nie będą tu głodować! Z napojów wyskokowych, oprócz zachwalanego już wina, polecam piwko bananowe (03l, 7zł).

Jeśli chodzi o wnętrza restauracji, to widzieliśmy je tylko przelotem, restauracja jest podzielona na dwie osobne sale, utrzymane w klimacie starej karczmy.

To teraz, żeby nie było tak pięknie, trochę ponarzekamy, ale nie dla samego narzekania, tylko dlatego, że chcemy udzielić rzetelnej recenzji i również po to, żeby dać gospodarzom na przyszłość możliwość poprawy.

Łazienka damska schludna i czyściutka, niestety brak miejsca do przewinięcia małego dziecka. W restauracji takiej klasy, to powinno być standardem. Poza tym przydałaby się też osobna nakładka na sedesik dla starszaków.

Dosyć ważną kwestią jest na pewno obsługa lokalu. Być może trafiliśmy na gorszy dzień, a może po prostu kelner był w zastępstwie? Z przykrością muszę stwierdzić, że nie byliśmy zbyt zadowoleni z obsługi. Po pierwsze, usiedliśmy sobie od razu w ogródku, w altanie, gdzie oprócz nas były już zajęte dwa stoliki. Siedzieliśmy, siedzieliśmy i przez około 15 minut nikt nie przyszedł sprawdzić czy goście, którzy już coś zamówili czegoś nie potrzebują i czy nie przyszedł nikt nowy. Po kwadransie czekania, postanowiłam powiadomić obsługę lokalu, że jesteśmy i prosimy o obsłużenie. Powiedziano mi, że w altanie są karty i że zaraz ktoś do nas podejdzie. Niestety przez kolejne 20 minut znowu  nie mogliśmy się nikogo doczekać. Po tym czasie mąż poszedł drugi raz do wnętrz restauracji i w tym czasie kelner przyszedł sam. Nie mogliśmy się za bardzo z nim dogadać. Nie rozumiał np. że dla dwójki małych dzieci zamawiam jedno „dorosłe” danie i proszę o dwa nakrycia. Nie pamiętał co kto z nas zamawiał. Mężowi podał sztućce do ryby, chociaż zamawiał mięso. I w ogóle, jakoś ciężko współpracował i komunikował się. Sam nie wykazywał żadnej inicjatywy, musieliśmy się dopraszać o jego uwagę i specjalnie go „łapać” od innego stolika, gdy zapragnęliśmy deseru. Zdecydowanie odstraszająca postawa. No cóż, rozumiem, że trwa sezon wakacyjny. Być może to był wyjątkowo ktoś na zastępstwo.

Obawiam się również (choć w tej kwestii mogę się mylić), że nie widziałam tutaj kącika zabaw dla dzieci w środku lokalu, co może być ważne dla takich rodzin jak nasza przy gorszej pogodzie. Prawdę mówiąc, muszę jednak przyznać, że specjalnie kącika akurat tutaj nie szukałam i nie pytałam o niego, gdyż była piękna pogoda i dzieci chętnie bawiły się na zewnątrz. Więc może jednak jest? Ufam, że będzie, gdy postanowimy odwiedzić po raz kolejny to miejsce w chłodniejszy dzień.

Na koniec, warto podkreślić, że lokal jest połączony z eleganckim hotelem. Na miejscu jest również uroczy sklepik z pamiątkami, zabawkami i bibelotami.

Podsumowując – jedzenie pierwsza klasa, ogród i plac zabaw godny królów, dobrze tu zjedliśmy, a dzieci się wybawiły jak nigdy. Jedno nawet usnęło na huśtawce… Mimo nieudanej w naszym przypadku obsługi, polecam to miejsce!

Leave a Reply