Co nam daje grota solna?

with Brak komentarzy

Niedawno zaciągnęłam mojego męża i dzieci do jaskini solnej. Poszliśmy chętnie, bo pogoda była psia i nie chciało się na dwór wychodzić, a jednocześnie nie mieliśmy ochoty spędzać całego dnia w domu.

Seans w grocie solnej jest naprawdę miłym, odprężającym przeżyciem z punktu widzenia rodzica z dzieckiem. Światła są przyciemnione, cicho gra spokojna muzyka albo słychać delikatny szum fal, wokół wygodne leżaki… wszystko to działa wyciszająco na skołatane nerwy i zachęca do zasłużonego odpoczynku.

Przestrzeń jest zamknięta, więc dzieciaki nigdzie nie uciekną, a mają super frajdę, bo w naszej grocie jest mnóstwo
zabawek, w tym wiaderek i łopatek, którymi można się bawić prawie jak w piaskownicy 🙂

Podstawowe pytanie brzmi jednak: czy grota solna ma faktycznie pozytywny wpływ na nasze zdrowie? Jak zaczęliśmy z mężem czytać na co dobra jest grota solna, to wychodzi na to, że grota jest w zasadzie na wszystko dobra, od alergii, poprzez wszelkiego rodzaju problemy skórne, następnie kłopoty z układem oddechowym i pokarmowym, na nerwicy i stanach depresyjnych kończąc. Och, czego tam nie ma! Jaki mikroklimat! Ile pierwiastków zdrowia: jod, magnez, wapń, chlor, żelazo… 

Mąż mówi do mnie:
Ta grota jest jak te Twoje ziołowe herbatki, czystek, pokrzywa, rumianek czy coś tam jeszcze… jak zaczniesz czytać, to one wszystko leczą.
– No, wiem. – odpowiadam – Ale przyjdziemy tu jeszcze?
– Pewnie. Byłyby jaja, jakbym się wyleczył z alergii…

No właśnie, warto czy nie warto chodzić do jaskini solnej w celach zdrowotnych? Na razie jesteśmy po kilku seansach, które traktujemy raczej jako przyjemną atrakcję i spędzenie wolnego czasu. Niemniej jednak miło jest pomyśleć, że regularne pobyty w grocie mogą dać nam jakieś dodatkowe korzyści w postaci np. zwiększonej odporności naszych dzieci.

Wrzesień to dla nas czas powrotu Elwirki do przedszkola. Prawie całe wakacje była zdrowa, cieszyliśmy się tym i już prawie zapomniałam jak to jest mieć w domu zakatarzone i pochrząkujące dziecko. Jednak wiem, że regularny kontakt z grupą przedszkolną oznaczał u nas zwykle wodnisty katar, który później prowadził do problemów z uszami.

Naprawdę niejednokrotnie miałam już dość rytmu dnia wyznaczanegoprzez zakraplanie nosa różnymi specyfikami, wyciąganie flegmy tzw. „katarkiem”podłączanym do odkurzacza i nebulizacje. Takie dni potrafiły się u nas ciągnąć całymi tygodniami, a poprawę rzadko było widać.

Nie wspominam już nawet o tym, jak trudno jest kilkanaście razy dziennie zachęcić dwu czy trzyletnie dziecko do współpracy i ile nerwów kosztuje wykonywanie na dzieciach nielubianych przez nas i przez nie czynności w imię zdrowia. Nawet najbardziej pomysłowe zabawy stają się przy takim reżimie nudne i po prostu wszystkiego się odechciewa.

Czasem, w chwilach zwątpienia, pocieszałam się tym i uspokajałam, że moje dzieci są doskonałym przykładem tzw. modelu norweskiego – nosiciele kataru, którego nie można uznać za chorobę… więcej na ten temat poczytajcie sobie tutaj (Polskie chuchanie kontra norweska kałuża).

Jednak przyznam się Wam, że tak po cichu liczę, że te nasze pobyty w grocie, przyniosą nam, oprócz odprężenia i zabawy, również trochę więcej korzyści, jeśli chodzi o wzmocnienie odporności dzieciaków w zbliżającym się sezonie jesienno-zimowym… 

Link do naszej groty, podaję tutaj
(Eden. Jaskinia Solna)
. Znajdziecie tam wszelkie informacje o tych wspaniałych właściwościach groty, w które naprawdę aż chce się uwierzyć 😉

Dobra, muszę kończyć pisanie, bo idziemy do groty!

Leave a Reply