O tym, jak u nas w domu rządzi trzylatka

with 10 komentarzy

Kiedyś wydawało mi się to niemożliwe. Że ktokolwiek będzie mną sterował. No, ktokolwiek. W jakikolwiek sposób. Jestem przecież dorosłą, asertywną kobietą. Tak właśnie myślałam jeszcze nie tak dawno temu…

Śniadanie:
E. wesoło: – Mamo, zrób mi
płatki.
Ja z niezadowoleniem:- A może coś
innego dzisiaj zjesz na śniadanie?
E. stanowczo: – Nie.
Ja z nadzieją: – Zobacz mam kaszkę z
owocami, albo jogurt.
E. kompromisowo: – OK. Jogurt z
płatkami.
Ja upierdliwie: – A może jogurt z
owocami?
E. ostro: – Chcę płatki.
Ja wyjaśniająco: – Nie lubię Ci
dawać płatków codziennie na śniadanie.
E. płaczliwie: -Ale ja chcę!
Ja znowu próbuję: – A może jajko?
E. stanowczo: – Nie, płatki.
Ja z rezygnacją: – Dobra, masz.
Naprawdę wolę już dać jej te
zacukrzone płatki i mieć przez chwilę rano święty spokój, zrobić
sobie kawę i Oli śniadanie. Ola na szczęście wcina kaszkę z
owocami i wygląda na zadowoloną.
No zastanówmy się trochę nad tym przykładem. Dziecko, też człowiek i powinno mieć po człowieczemu wybór, co chce zjeść. No wiecie, Bobas Lubi Wybór, te sprawy. Ale z drugiej strony, my rodzice, odpowiadamy też za to, co naszym dzieciom podajemy. Powinniśmy kształtować w nich zdrowe nawyki. Mój błąd, że w ogóle kiedykolwiek podałam jej płatki, ktoś powie. Mój błąd, że w domu w ogóle są płatki… I teraz ona je te płatki codziennie na śniadanie. No, może nie codziennie. Czasem je grzanki z ketchupem…
Wyjście z domu:
 – Nie mam myszki!
 – Jakiej myszki?
 – No, myszki, mojej.
 – Przytulanki?
 – Tak.
 – No to weźmy misia.
 – Nie, ja chcę myszkę.
 – Słuchaj, muszę jeszcze ubrać
Olę i siebie przygotować, poszukaj w tym czasie myszki.
 – Nie chcę.
 – Nie chcesz poszukać myszki?
 – Tak.
 – OK, jak chcesz.
 – Ale ja chcę myszkę.
 – Elwira chcesz myszkę, ale nie
chcesz jej poszukać. No to jak ją znajdziesz?
 – Ty poszukaj.
 – Mówiłam, że nie mam czasu. Mam
jeszcze dużo do zrobienia przed wyjściem. Poza tym to jest Twoja myszka, więc to Ty powinnaś pójść jej poszukać.
 – AAAAAAAAAA!!!
 – Będziesz teraz krzyczeć?
DZIKI WRZASK, KRZYK i PISK, zapowiada
się na MEGAHISTERIĘ. Jak jej szybko nie uspokoję, to nie wyjdę z domu
przez najbliższą godzinę, albo będę musiała wziąć ze sobą
dziecko krzyczące jakby ktoś je obdzierał ze skóry. Do tego
kopiące. Chyba lepiej pójdę poszukać tej
myszki…
Sprzątanie
– W tym pokoju jest pełno
zabawek. Nie da się przejść.
Zero reakcji.
– Pomożesz mi sprzątać?
– Nie.
– Dlaczego?
– Nie chcę sprzątać.
– Ale bawić się lubisz?

Lubię, ale nie lubię sprzątać
– Ale wiesz, że jak się porozwala
zabawki, to trzeba później posprzątać?
– Ja nigdy w życiu nie posprzątam
już zabawek.
Chwilowo brak mi argumentów. No,
zatkało kakao…
Po prostu.
Wyjście z całą rodziną do
restauracji
Szykujemy wózek dla młodszej, a starsza ma
iść na nóżkach, bo knajpa jest stosunkowo blisko.
E. bez pytania kogokolwiek pakuje
się do wózka.
 – Wózek jest dla Twojej siostry.
 – Nie, ja jadę w wózku
dzisiaj.
Koniec dyskusji. Ola na szczęście
wolała jechać samochodzikiem odpychaczem. I tak, szczęśliwie dotarliśmy sobie do knajpy…
W restauracji
Wybraliśmy fajne miejsce na
zewnątrz, w cieniu. Znaczy, my, dorośli wybraliśmy to miejsce.
E. z rykiem: Ale ja nie chcę
tutaj być!
A: Chodź usiądziemy, zobacz jak
tu jest fajnie.
F: Tak, tu jest super, chodź.
E: Nie, ja nie chcę, ja chcę do
środka.
A: Chcesz iść do środka, bo tam
jest kącik do zabawy i tam są kulki?
E: Nie, ja chcę siedzieć przy
stoliku w środku.
A: OK, to idź na chwilę posiedzieć
i później do nas przyjdziesz.
E: Ale ja nie chcę sama tam siedzieć.
A: No rozumiem, ale my wszyscy chcemy
siedzieć tutaj.

PŁACZOPISK. WRZASKOKRZYK. USZOBÓL… Nie zapowiada się, że
miło spędzimy czas jedząc sobie spokojnie w restauracji. Nie
zapowiada się nawet, że uda nam się coś wybrać z karty. Wszyscy
grzecznie idziemy do środka usiąść przy stoliku wybranym przez
najważniejszą osobę w naszym domu…

10 Responses

  1. Mama notuje
    | Odpowiedz

    U nas jeszcze nie rządzi bo ma dopiero rok, ale charakterek już pokazuje więc może będzie podobnie 😉 zanim zostaniemy rodzicami zakladamy że latwo jest wychowac posłuszne dziecko. Niestety – zbyt piekne żeby bylo prawdziwe 🙂

    • admin
      | Odpowiedz

      Tak, no właśnie. Pytania, które sobie stawiam są dwa: na ile wpływ ma wychowanie a na ile geny? I drugie: czy na pewno chcemy wychowywać posłuszne dzieci?

  2. Z filiżanką kawy
    | Odpowiedz

    Dziękuję Ci za ten post, miałam ostatnio kryzys, wydawało mi się że rozpuścilam córkę jak dziadowski bicz. Po przeczytaniu tego wpisu wiem, że tragedii nie ma. Mała wymaga twardszej ręki ale mimo wszystko jest dość usluchana. Za często jest wrzaskopisk i za dużo muszę odwoływać się do szantażu, ale ogólnie w restauracjach na przykład daje zjeść w spokoju, bez cyrkow. Choć tyle 😛

    • admin
      | Odpowiedz

      Cieszę się, że ten wpis przyniósł Ci wsparcie. Gdzieś głęboko czuję, że taki jest cel mojego całego bloga tzn. dodawać otuchy innym rodzicom 🙂

    • Agnieszka SG
      | Odpowiedz

      Hmmm, ciekawe, jak długo uda się utrzymać posłuszeństwo za pomocą szantażu i jaką relację będziesz mieć z dzieckiem, kiedy dorośnie. Przewiduję problemy.

    • admin
      | Odpowiedz

      bardzo staram się zrozumieć Twój komentarz, ale nie udaje mi się. Jeśli możesz to wyjaśnij, gdzie widzisz szantaż?

    • Agnieszka SG
      | Odpowiedz

      Odpowiadałam na komentarz osoby "Z filiżanką kawy", przepraszam za niejasne sformułowanie.

  3. Agnieszka SG
    | Odpowiedz

    Wiesz co, jeśli próbujesz z nią rozmawiać jak z dorosłym (choć jest trzylatką i na takim właśnie jest poziomie emocjonalnym oraz intelektualnym), a jednocześnie nie słuchasz jej tak naprawdę, a jedynie próbujesz niecierpliwie narzucić swoje zdanie (nieskutecznie, jak widać), to naprawdę nie ma się czemu dziwić… Ewidentnie to problemy ze zrozumieniem dziecka i komunikacją plus oczywiście to, że masz w domu trzylatkę. 🙂 Polecam parę lektur: "Jak mówić, żeby dzieci nas słuchały, jak słuchać, żeby dzieci do nas mówiły", "Dziecko z bliska", "Rodzicielstwo przez zabawę".

    • admin
      | Odpowiedz

      Dziękuję Ci za komentarz. Jak widać dużo pracy jeszcze przed nami. Książki, o których piszesz znam i czytałam, byłam też na kursie "jak mówić…itd".Dorzuciłabym jeszcze pozycję "Wychowanie bez nagród i kar". Niestety teoria teorią, a w praktyce nie zawsze jest tak pięknie. Poza tym w domu staram się uwzględniać potrzeby wszystkich domowników, rozumiem frustrację starszej córki i staram się z nią rozmawiać, tak często jak to możliwe 🙂

    • Agnieszka SG
      | Odpowiedz

      Bo jesteśmy niestety zdeterminowane tym, jak nas wychowywano… Ja muszę sporo wysiłku wkładać w to, żeby nie mieć podejścia "dzieci i ryby głosu nie mają". Myślę/mam nadzieję, że nasze dzieci zobaczą i zapamiętają to, że się staramy, a nie swoje histerie. 🙂

Leave a Reply