Dziecko wskoczyło mi na głowę podczas jazdy samochodem!

with Brak komentarzy
Środek lata. Tata imprezuje na wyjazdowym kawalerskim w Barcelonie, a Matka Polka z dwójką maluchów na głowie próbuje w przyziemny sposób tak zorganizować wszystkim czas, żeby się nie zanudzić…

Jestem przyzwyczajona do częstych wyjazdów samochodowych z moimi dziećmi. Nawet jak urzęduję w Warszawie, to też lubię sobie gdzieś pojechać, choćby na część dnia. Biorę auto i jedziemy sobie z dzieciakami. Do parku, na plac zabaw, do koleżanki, do klubu dla mam… albo nawet do sklepu, bo z naszej dzielnicy taka wyprawa zajmuje nam właśnie pół dnia.

Nie lubię siedzieć z dziećmi w domu. Nie umiem się bawić dłużej niż godzinę. Zaczynam się wtedy nudzić albo męczyć. A jak się z nimi nie bawię, to dzieci w domu wariują… A poza tym są wakacje, jest ciepło, nie pada. Nie chce mi się siedzieć w domu.

A tymczasem… moje półtoraroczne dziecko opanowało niedawno nową umiejętność.
Mianowicie potrafi podczas jazdy samochodem wyślizgnąć się z prawidłowo zapiętych pasów i wejść mi (kierowcy) literalnie na głowę w czasie podróży. Wiem, że ciężko to sobie wyobrazić, jeśli ktoś sam tego nie przeżył i większość osób, którym to opowiadałam, a które same tego nie widziały uważały, że dziecko pewnie jest zbyt luźno zapięte pasami. Otóż nie. Dziecko przypięte poprawnie. Wychodzi w ten sposób, że wkłada jedną rękę pod pas, następnie przekręca lekko tułów robiąc sobie miejsce, żeby wyjąć rękę i cyk. Ręka przeszła. Teraz kolej na drugą. Kiedy obie ręce są już na wierzchu, obraca się na brzuch i wstaje w foteliku i łapie mnie za głowę… Fotelik został opuszczony bez rozpinania pasa  bezpieczeństwa, a całe zdarzenie  nie zajęło więcej niż 20 sekund. Myślałam, że dostanę zawału.

Nie pomagały ani prośby, ani tłumaczenia, ani nawet krzyki zdesperowanej i przerażonej matki. Osiemnastomiesięczne dziecko śmiało mi się w twarz i zaraz znowu wychodziło z fotelika, który traktuje jak więzienie dlaswojego małego ciała. Przez tydzień byłam załamana, drżałam o bezpieczeństwo dziecka i w związku z tym byłam też totalnie uziemiona w domu…

Jest to po części wina niezmienionego jeszcze przez nas fotelika samochodowego, z którego dziecko nie wyrosło ani wzrostowo, ani wagowo, ale jak widać rozwojowo już tak. Trzypunktowe pasy bezpieczeństwa nie zdają w tym momencie zupełnie egzaminu. Zostałam zapewniona, że w pięciopunktowych pasach takie wysuwanie rąk przez dziecko i wychodzenie z fotelika nie powinno się w ogóle wydarzyć. Ponieważ jednak nasze niezaplanowane wakacje opóźniły zakup nowego fotelika, dzięki pomocy fantastycznych mam z grupy High Need Baby zaopatrzyłam się w międzyczasie w bardzo przydatną  w tym momencie rzecz:

Łącznik szelek bezpieczeństwa fotelika samochodowego

 

Wypróbowałam i naprawdę polecam, jeśli ktoś z Was ma podobny problem. Wreszcie czuję, że moje dziecko jestbezpieczne w samochodzie i możemy teraz spokojnie podróżować.

Dzisiaj byłyśmy dziękitemu w warszawskim zoo. Poniżej nasza mini-relacja:
Tu są pająki… Brrrrrr! Ja się boję, dzieci nie bardzo.

Młodsza też chce zobaczyć lwa…

Mamo, zebry już nam się znudziły!

Siostra, a może tym razem wyskoczymy z wózka?

Leave a Reply