Jak przetrwać zły dzień i nie zwariować?

with Brak komentarzy

 

Życie jest jak sinusoida. Są chwile pełne szczęścia i energii, są też bolesne spadki w dół.

Najgorsze są ostre i niezapowiedziane spadki. Czyli wszystko się pięknie kręci, wiążemy sobie ładnie koniec z końcem, jesteśmy „na fali”, snujemy sobie różne plany, jest czas pomarzyć, a nawet powyznaczać sobie cele i konsekwentnie je realizować. Aż do czasu, gdy nic, po prostu nic się nie układa po Twojej myśli, wszystko zaczyna się sypać, a Ty z przerażeniem obserwujesz coraz to nowe zdarzenia, na których bieg nie masz żadnego wpływu i jeśli masz jeszcze w ogóle jakieś rozeznanie w tej całej sytuacji, to uporczywie pytasz się siebie: Dlaczego?

Z kolei, gdy jest znowu dobrze, wydaje się, że nic i nikt nie może zakłócić takiej sielanki. Że, jeśli tylko weźmiemy się w garść, nie będziemy się nad sobą użalać, popracujemy porządnie nad sobą, zwalczymy lenia, to wszystko musi się po prostu zgodnie z naszym planem ułożyć.

Oczywiście zakładamy, że dokonujemy właściwych wyborów czyli np. czy dzisiaj wczesną nocą, gdy jakimś cudem moje dzieci w końcu zasną grubo po 22, daję sobie wolne i oglądam fajny film czy może chcę poświęcić ten czas na rozwój osobisty i realizację swoich planów? A może jestem już jednak tak padnięta, że przydałoby się w ramach regeneracji organizmu wpaść słodko w objęcia Morfeusza?

Tyle teorii. A w praktyce? W praktyce, to jest tak, że wszelkie plany związane z dziećmi pięknie wyglądają jak są napisane w książce albo na karteczce. W głowie jeszcze pięknie wyglądają. Albo wypowiadane ustami osób, które same dzieci jeszcze nie mają. Ileż to razy, gdy byłam pierwszy raz w ciąży wyobrażałam sobie słodkiego bobaska, którego niedługo urodzę i którego będę wozić w wózeczku chodząc sobie na długie spacery. Pójdziemy na plac zabaw, do zoo pójdziemy, zwiedzimy wszystkie parki w okolicy, może wybierzemy się razem do muzeum albo poprzechadzamy leniwie po Starówce? Potem spokojnie wrócimy do domu, dziecko zaśnie, a ja, uśmiechnięta Pani domu, zrobię szybko obiadek (obowiązkowo z deserem), poczytam może książkę, pomaluję paznokcie i wieczorem powitam wesoło wracającego z pracy męża pysznym obiadem. A jak dzieci zasną, no tak najpóźniej o 19 góra o 20, to będę mieć czas dla mojego męża i oczywiście czas dla siebie…

Słuchajcie, ja naprawdę tak kiedyś myślałam… Głaskałam się po moim coraz większym brzuchu i z politowaniem, a może nawet i z lekką wyższością przyglądałam się niewielu matkom małych dzieci, które widziałam, może czasami na spacerze, może gdzieś w restauracji, może kątem oka przy okazji jakiegoś innego wyjścia. No jak można nie zobaczyć wielkiej plamy z ketchupu na swojej bluzce? Albo w takich potarganych włosach przyjść do sklepu? Czy tej pani naprawdę nie chciało się uczesać włosów i zmienić sobie ubrania przed wyjściem z domu? Dziwne są niektóre matki. Jakieś takie poddenerwowane cały czas. Siedzą w domu, na urlopach macierzyńskich, rodzicielskich, chodzą sobie na spacerki i jeszcze takie nieogarnięte są… No u mnie to na pewno będzie inaczej wszystko wyglądało! Trzeba się dobrze zorganizować, wymieniać z mężem obowiązkami, ustalić dziecku stałe pory, rytuały i wszystko będzie wtedy cykać jak w szwajcarskim zegarku.

A jeśli nic nie idzie zgodnie z planem? Gdy, mimo naszych usilnych starań, mała istotka, która niedawno pojawiła się na świecie krzyczy z całych sił przez kilka godzin, a my nie możemy na to nic poradzić? Gdy o godzinie 15 nie dość, że nie ma pomalowanych paznokci, to nie ma nawet obiadu, lodówka świeci pustkami i w dodatku nie zdążyłyśmy umyć rano zębów? Gdy próbujemy nie spóźnić się do lekarza, a nasza pociecha akurat zrobiła numer dwa i zapaskudziła przy okazji naszą jedyną czystą w tym momencie bluzkę? Gdy zaplanowałyśmy sobie wakacje albo ważne dla nas spotkanie, a dziecko tuż przed wyjazdem dostaje wysokiej gorączki albo łapie rotawirusa? A co, jeśli w dodatku Ty sama zachorujesz i nie będziesz miała siły zwlec się z łóżka?

Dobrze by było, gdyby ktoś Ci wtedy pomógł i rzucił koło ratunkowe. Gdyby mąż wziął wolne od pracy i zaopiekował się dzieckiem, a Tobie przyniósł po prostu herbatkę do łóżka. A jeśli nie mąż, to chociaż mama niech wpadnie, albo teściowa, albo koleżanka, albo sąsiadka…

To jest optymistyczna wersja. Czasem jednak wstydzimy się prosić bliskich o taką zwykłąpomoc. Czasem boimy się, że ktoś nam odmówi. Albo, że pomyśli, że sobie z tym wszystkim nie radzimy. A czasem po prostu nie umiemy poprosić. Albo nie wiadomo dlaczego źle się czujemy, z tym że ktoś wyrządza nam przysługę. Bywa niestety i tak, że pomimo starań nie uda nam się znaleźć żadnej pomocy albo mamy za mało sił i czasu na jej zorganizowanie i zostajemy naprawdę same w trudnej sytuacji. Co wtedy? Jak przetrwać gorszy dzień? Jak nie zwariować?

Sama dość często próbuję sobie odpowiedzieć na te pytania. I mimo że przy drugim dziecku nauczyłam się częściej prosić o pomoc, nawet mniej bliskie mi osoby, to i tak bywają trudne sytuacje, w których zostaję sama z małymi dziećmi i muszę się zebrać w sobie, wziąć skądś siłę do działania i po prostu przeczekać zły czas. Wiem, że później będzie lepiej, ale jakoś sama świadomość tego faktu mi nie pomaga. Co z tego, że będzie inaczej za kilka dni, jak ja tu i teraz nie mogę sobie poradzić? Wiele razy mnie to frustrowało i doprowadzało na skraj wyczerpania. Wiele razy walczyłam, spinałam się w sobie, żeby wszystko dopiąć i nie nawalić.

Ostatnio zauważyłam jednak, że może być odrobinę łatwiej. Łatwiej jest, gdy zaakceptuję sytuację taką jaka akurat jest, i to bez względu na to czy uda mi się znaleźć z niej jakieś zwycięskie wyjście. Niezależnie od tego czy wygram jakąś moją walkę z usypianiem lub z uspokojeniem za wszelką cenę płaczącego dziecka, ze sprzątaniem, z chęcią pojechania na zaplanowane wakacje lub niespóźnienia się na umówione spotkanie. Po prostu, czasem coś mi się nie uda. Czasem jest właśnie ten gorszy dzień. Tak bywa. I czy naprawdę muszę z tego powodu czuć się aż tak źle? Od kiedy to sobie uświadomiłam, naprawdę jest mi znacznie lepiej…

Jestem ciekawa czy i Wy macie podobne odczucia? A może znacie inne metody na przetrwanie gorszego dnia i chcielibyście się podzielić?

Leave a Reply